13.3 C
Kołobrzeg
29 maja 2020
Także.pl

Śliwki czy ciupagi

Felieton Ryszarda Czepulonisa. Ostatnio dość często bywałem na targowisku przy ul. Trzebiatowskiej. Przyznam, że nie robi ono najlepszego wrażenia: stare budy, byle jaka nawierzchnia.

Trochę nie przystoi, by w takim mieście jak Kołobrzeg targowisko miejskie było w takim stanie. Ale jest, i funkcjonuje. I to jak. Pomimo , że obok jest wielki sklep zachodniej firmy z wielkim parkingiem. Na tym niezbyt przystającym do dzisiejszych czasów targowisko kręci się mnóstwo ludzi. Czyli coś ich tu sprowadza, pomimo jego fatalnego stanu. To coś to sprzedający. Oferują świeże marchewki własnej produkcji, ogórki , pomidorki. Jabłka ze swojego sadu, śliwki. Od lat ci sami sprzedawcy. I od lat ci sami kupujący. Taka handlowa symbioza- znamy się od lat, wiem co sprzedajesz, a ja wiem co kupuję. A przy nich trochę innych towarów , trochę innych klientów. Mnogość klientów potwierdza potrzebę istnienia takiego miejsca w Kołobrzegu.

Ale nad targowiskiem pojawiają się różnego rodzaju zagrożenia. Mniej lub bardziej groźne. O jednym usłyszałem od długoletniego sprzedawcy warzyw i owoców. Otóż tenże sprzedawca warzyw i owoców miał szczęście rozmawiać z jednych z bardziej wpływowych kołobrzeskich rajców miejskich. I tenże radny miejski powiedział temuż sprzedawcy warzyw i owoców, że już wkrótce to miejsce, tj. targowisko , ulegnie ogromnej zmianie. I zmieni swoje oblicze nie do poznania. Bo zamiast sprzedaży w tym miejscu śliwek i ogórków sprzedawane będą muszelki i ciupagi. Tak powiedział ten radny miejski, a że jest on wpływowym radnym miejskim, sprzedawca warzyw i owoców nie miał podstaw mu nie wierzyć. Powiedział mi tylko, iż już na niego więcej nie zagłosuje. Ale to nie zmienia faktu, ze takie pomysły się rodzą. I tu nasuwa się pytanie, a właściwie kilka. Czy jest to dobre miejsce na stworzenie czegoś na wzór lokalnej Cepelii? Śmiem twierdzić, że nie. Bo kto przyjdzie tu  z zamiarem kupna pamiątki znad morza, kiedy pod latarnią jest tego multum. Chyba jakiś wyjątkowo zapalony turysta. A takich chyba zbyt wielu nie ma, jak mnie się zdaje. Lepiej poleżeć na plaży, niż szukać muszelki za rzeką. Sprzedawca warzyw i owoców też tak myśli.

Czy jeśli kołobrzeżanie, i nie tylko, bo sporo gości zza Odry się widuje, od lat kupują to świeże owoce i warzywa, to godzi się ich tego pozbawiać? Przecież oni już znają dobrze tego, co marchewkę sam uprawia i tu oferuje. Gdyby było cos nie tak, to zrobiłby klient zakupy obok, w sklepie wielko powierzchniowym zachodniej marki. Ale nie, od lat przychodzi na rynek przy Trzebiatowskiej. No i jeszcze jeden istotny aspekt tej sprawy. Dla wielu rodzin zamieszkujących wioski powiatu kołobrzeskiego, i chyba nie tylko, jest to miejsce zarobkowe. I w wielu wypadkach jest to główne źródło dochodu.

Więc uważam, że zamiast tracić czas na pomysły, by zrobić z targowiska Cepeliadę, trzeba podjąć decyzje co dalej z targowiskiem w takim stanie. Czas uporządkować to miejsce, by zakupy były przyjemniejsze, wygodniejsze, w lepszym otoczeniu.

A ciupagi? A ciupagi znad morza to se kupta pod latarnią!