17.2 C
Kołobrzeg
5 lipca 2020
Także.pl

Ni ma jak Lwów!

 

Gazeta Także – Ryszard Czepulonis. Nie tak dawno po raz pierwszy byliśmy kilka dni na Zachodniej Ukrainie, w rejonie lwowskim. Zobaczyć i odpocząć- taki był cel wyprawy. A że to dawne tereny I i II Rzeczypospolitej, tym i większe zainteresowanie tym rejonem.

Granicę przekroczyliśmy w Hrebbennem.  I zaraz za nią pierwsza perełka –Żółkiew, miasto rodzinne hetmana Żółkiewskiego, założone pod koniec XVI-go wieku. Miasto, w którym tak chętnie przebywał król Jan III Sobieski.  Dziś to mała mieścina, o której  bogatej przeszłości świadczą zabytki- katedra, zamek, synagoga… Do dzisiejszego dnia imponują rozmachem i kunsztem dawnych budowniczych, pomimo braku dostatecznej opieki nad nimi. W Żółkwi też i  pierwsze zaskoczenie lokalnymi zwyczajami, i to w toalecie publicznej. A to za sprawą dziury w podłodze, zamiast przyzwoitego sedesu. No cóż, trudniej to zepsuć, a i łatwiej pewnie tu utrzymać w czystości. No i złotówkami można płacić, w stosunku 1 do 1 / jedna hrywna to ok. 16 groszy/. Po krótkim pobycie w Żółkwi czas na Lwów.

Jak pomyślisz – Lwów, to znaczy cmentarz Orląt Lwowskich, Łyczaków, Wysoki Zamek, Stare Miasto, Szczepcio i Toncio, baciary… Tych ostatnich już nie ma. I nie ma już tego klimatu. A i tutejsze władze  robią wiele, by ten klimat wyprzeć z pamięci. Ale mury stoją, i wiele mówią. Niektóre ulice zachowały stare nazwy-Łyczakowska, Kopernika, Szewska….

Więcej za to ulic Bandery, Franko, Szewczenki. Taka kolej dziejów.

Pięknie prezentuje się cmentarz Orląt Lwowskich, odbudowany w latach 90-tych przez polską firmę. Niby jest zgoda na całkowitą odbudowę , ale lwy pozostają w zamknięciu. Dwa lwy, stojące przed Łukiem Triumfalnym, z napisami TOBIE POLSKO i  ZAWSZE WIERNI. Dość dziwnie to wygląda, gdy stoją w klatkach  z desek, by oczu co niektórych nie drażniły.

Cmentarz  Łyczakowski zwiedziliśmy z polskim przewodnikiem, lwowiakiem z krwi i kości.

Za 20 zł pokazał nam te miejsca , których sami byśmy nigdy nie znaleźli. Konopnicka, Zapolska, Ordon, Grottger,  i wielu innych tak dla Polski zasłużonych tam spoczywa. Na wielu nagrobkach biało-czerwone szarfy, kwiaty , znicze. Spotkaliśmy grupę młodzieży z liceum w Lublinie. Taka lekcja patriotyzmu w terenie. Wielkie wrażenie robi kwatera powstańców styczniowych, teraz już uporządkowana za pieniądze, które corocznie na renowację przeznacza Senat RP. Z tymi pięknymi pomnikami polskości przez wiele lat walczyła sowiecka władza na Ukrainie. Ale nobilitacją był pochowek różnej maści zasłużonych aparatczyków  pomiędzy  figurami aniołów na grobach Polaków. I patrzysz na grób Grottgera z aniołem, a obok  grób sowieckiego pułkownika. Nawet po śmierci go pilnują, by czegoś  jeszcze nie zmalował. Na nasze pytanie, jak się żyje Polakom we Lwowie, nasz przewodnik mówi, że różnie. On nie narzeka, bo wycieczki z Polski dają mu zarobek. Ale nie jest różowo. Starsza Polka , już na emeryturze, dorabia w muzeum w Pałacu Potockich, bo jej nie starcza na życie. Renta w wysokości 1400 hrywien,  w muzeum zarobi 1500 hrywien. I to razem daje jakieś 450 polskich złotych , przy cenach w sklepach niewiele niższych niż u nas. Ciężko jest żyć Polakom we Lwowie, dlatego jak widzieliśmy, że lwowscy rodacy coś sprzedają , w ciemno kupowaliśmy. A w muzeum-Matejko, Siemiradzki, Malczewski, Styka… Opera we Lwowie powala z nóg. Jest uważana za jedną z najpiękniejszych w Europie, zaraz za wiedeńską. Mieliśmy akurat szczęście trafić na operę Aida Verdiego. Opera- gmach i przedstawienie –cudo. Jak katedra, to śluby króla Jana Kazimierza w okresie  potopu  szwedzkiego. Katedra pięknie odnowiona nadal służy Polakom. Trafiliśmy na uroczystą Mszę św. zorganizowaną przez Konsulat RP, w której uczestniczyła wicemarszałek Senatu RP. Przyjechała z komisją, która sprawdzała efekty pracy polskich konserwatorów, głównie na Cmentarzu Łyczakowskim. Komisja co roku wybiera groby, które będą poddane renowacji. A jest jeszcze wiele do zrobienia. W zakrystii polski ksiądz po ukraińsku umawia się z dziećmi na lekcję religii. Na pytanie, dlaczego tak się dzieje, słyszę odpowiedź-samo życie. Wynika to stąd, że Polonia się kurczy. Starsi odchodzą do wieczności, a młodzi z kartą Polaka często wyjeżdżają na stałe do Polski. A życie w parafii musi się jakoś dalej toczyć. I tak polski kościół otworzył się na ukraińskie dzieci.

Restauracje we Lwowie są na naszą kieszeń.  U Baczyńskiego na ul. Szewskiej  odtworzono klimat przedwojenny- muzyka na żywo, oranżeria, do każdego stolika kelner- full wypas. I ceny 2-3 razy niższe niż za to samo w Polsce w porównywalnej restauracji. Mogliśmy się poczuć we Lwowie tak jak niemieccy turyści w Kołobrzegu, a co!

Cudem ocalały z zawieruchy wojennej Adam Mickiewicz nadal dominuje nad placem swojego imienia. Nie wszyscy doczekali takiego zaszczytu. Jan Kazimierz przestał być patronem Uniwersytetu Lwowskiego. Teraz jest to Iwan Franko, socjalista i popularyzator marksizmu ,  to i się zasłużył. I dziwnie brzmi napis na budynku , gdzie jest data założenia uczelni w 1661 roku, ale ani słowa przez kogo, i czemu miała służyć. Dziura do drugiej polowy XIX wieku, kiedy to tam był usadowiony Sejm Galicyjski. I  da się zauważyć, ze obecne władze wspominają chętniej czasy Habsburgów, niż wspólnotę z Rzeczypospolitą.

W planach był i wypad do Kamieńca Podolskiego. Wiadomo, Sienkiewicz i tak dalej.

Ale tu plan został zweryfikowany przez ukraińskie drogi, które do najlepszych w Europie nie należą. Powiedziano nam tak- terenowym tak, osobowym nie. I tak Kamieniec Podolski poczeka na lepsze czasy. Zamiast do Kamieńca trafiliśmy do Drohobycza, szukając Szulcowych cynamonowych sklepów. Sklepów nie było, ale dom rodzinny Brunona Szulca stoi jak stał. Na frontowej ścianie jest umieszczona tablica, kto w tym domu żył i tworzył, i to wsio. Zwiedzić wnętrz już się nie dało, teren prywatny. Drohobycz ma wielki rynek, i wielki ratusz. I wielki portret Bandery , Stepana, tego od UPA. Za II Rzeczypospolitej  bandyta, teraz bohater. Zmienne są dzieje świata….W dzielnicy willowej, jednej z najpiękniejszych w okresie boomu naftowego w tym rejonie, kilka perełek pozostało. Reszta poszła lub idzie w ruinę. Ale znaleźliśmy w parku popiersie Adama Mickiewicza z 1894 roku, które  jakimś cudem się uchowało. I nawet jest zadbane, odmalowane. Tego szczęścia nie ma wielka synagoga, będąca na dziś piękna ruiną. Jak Drohobycz, to i nie odległy Truskawiec. Przed wojną  jedno z najlepszych i najsłynniejszych uzdrowisk, ze słynną wodą mineralną z ujęcia Naftusia. Na dziś Truskawiec wygląda jak Kołobrzeg w latach 60-tych XX wieku. Z dawnej świetności niewiele zostało. Za to został sowiecki system pracy- wodę w pijalni wód można pic do 15-ej ichniego czasu i koniec. A wodę z Truskawca dopiero w Rudkach udał nam się kupić, samo życie. Do Rudek trafiliśmy tak trochę przez przypadek, już w drodze do przejścia granicznego w Krościenku. Po doświadczeniach w Hrebennem, gdzie czekaliśmy na odprawę 2 godziny, założyliśmy, że na mniejszym przejściu będzie lepiej. Akurat, 4 godziny czekania. Więc do tych Rudek dotarliśmy w drodze do granicy. A te Rudki to nie byle co. To dawne włości Fredrów, i hrabiego Aleksandra też. I tam też spoczywa hrabia Aleksander. Dzięki uprzejmości polskiego wikarego pokłoniliśmy się hrabiemu. Spoczywa w nowej trumnie, w nowym prostym sarkofagu wykonanym przez Polaków,  obok swojej rodziny w podziemiach parafialnego kościoła. Sowieci , po zajęciu w 1939 roku Rudek, wywalili z trumien szczątki Fredrów. Po zmianie władzy hrabiego Aleksandra poznano po ubiorze, i stosunkowo małych  uszkodzeniach  jego szczątków, i pochowano na nowo. Może teraz zazna spokoju na wieki. Kościół Fredrów powoli wraca do dawnej świetności. I razem z hrabią Aleksandrem czeka na was. Z  każdych odwiedzin się radują. Tak jak i  nasi rodacy, którzy na tych terenach podtrzymują polskość. Więc jak będziecie planować wypady turystyczne, to miejcie na uwadze Lwów i okolice. Bo  to i historia, i teraźniejszość. Każda złotówka, która trafi w ręce Polaków tam mieszkających, pomaga i im, i nam.

Ni ma jak Lwów!

Ryszard Czepulonis

 

Ni ma jak Lwów!
Ni ma jak Lwów! Ni ma jak Lwów!
Ni ma jak Lwów! Ni ma jak Lwów!