15 C
Kołobrzeg
3 czerwca 2020
Także.pl
Image default

Hok: Jesteśmy zmobilizowani. Kampania wyborcza jeszcze pokaże naszą moc i siłę

Rozmawiamy z Markiem Hokiem, posłem Platformy Obywatelskiej na Sejm.

Wywiad opublikowany w styczniowym wydaniu Także.

Być może przysłuchiwał się pan dyskusji podczas ostatniej sesji Rady Miasta dotyczącej przyjęcia projektu uchwały o dofinansowaniu zabiegów in vitro z kasy miasta. Okazuje się, że są osoby przeciwne temu, by miasto wspierało pary starające się o dziecko tę metodą. Jakie jest pana zdanie w tej sprawie?
Pierwsze dziecka z in vitro urodziło się w 1978 roku. Jest to więc metoda, która jest metoda naukową, sprawdzoną od dziesiątek lat na całym świecie. Jestem lekarzem i znam wielu ludzi, którzy są szczęśliwymi rodzicami dzięki tej metodzie. W Polsce żyją dziesiątki tysięcy dzieci, które urodziły się dzięki in vitro. Międzynarodowy komitet monitorujący postęp w tej dziedzinie w 2018 roku doliczył się już ośmiu milionów dzieci, które przyszły na świat w wyniku zaawansowanych metod leczenia niepłodności.

Dzięki in vitro osoby niemogące w żaden inny sposób posiadać potomstwa dostają szansę na zostanie rodzicami. Jest to metoda, która umożliwia, ale nikogo nie zmusza. Jest to więc metoda wyboru. Osób, które się z nią nie zgadzają, nikt do skorzystania z niej nie zmusi. Trzeba też pamiętać, że problem niepłodności jest ogromny. W Polsce żyje już około 1,5 miliona par, które z różnych powodów nie mogą mieć dzieci.
To jest również poważne wyzwanie demograficzne. Mamy ujemny przyrost naturalny, co oznacza, że więcej osób umiera niż się rodzi. Jeżeli nic się nie zmieni, to za kilkadziesiąt lat ubędzie nam kilka milionów obywateli. Dlatego wszystkie metody prowadzące do tego, żeby tą dzietność zachować i które są dopuszczalne medycznie i prawnie, powinny być stosowane.

Przypomnę, że jest to metoda, która, jak wydawało nam się parę lat temu, będzie dostępna dla wszystkich potrzebujących par w Polsce. Była uznana i finansowana z budżetu państwa przez Ministerstwo Zdrowia. Niestety, nowy rząd i nowy minister uznali, że nie powinna być ona finansowana ze środków publicznych. Dlatego też samorządy, którym bardzo zależy, żeby ich mieszkańcy mieli możliwość posiadania potomstwa, próbują wyręczyć państwo i szukają takich możliwości, by im to ułatwić. Moim zdaniem jest to słuszny kierunek.

W grudniu 2019 roku dowiedzieliśmy się, że z 21 do ponad 29 mln złotych wzrosło dofinansowanie z funduszy europejskich przeznaczonych na przebudowę Regionalnego Szpitala w Kołobrzegu. Mówi się, że to historyczna inwestycja w kołobrzeskiej lecznicy.
To jest inwestycja, która podniesie w znaczący sposób stan techniczny szpitala. Spowoduje, że będzie powiększona i rozbudowana szpitalna izba przyjęć, która w tej chwili ciśnie się w strasznych warunkach. Będzie rozbudowana i powiększona baza diagnostyczna w postaci pracowni RTG, tomografii komputerowej i rezonansu. Jest realizowana apteka szpitalna, remont laboratorium, w ostatnim etapie będzie remontowany podjazd pod starą stację pogotowia ratunkowego. Blisko rok temu zakończyła się przebudowa wejścia głównego do szpitala. Teraz pacjenci mogą dostać się do lecznicy z poziomu zero i z pewnością jest to duże ułatwienie.

Jest to ogromne wyzwanie i za tym idą ogromne pieniądze. Inwestycja jest dofinansowana ze środków unijnych i budżetu województwa z udziałem własnym szpitala. Jest to olbrzymie obciążenie dla szpitala i jego pracowników. Ale prace idą zgodnie z harmonogramem i w ciągu dwóch lat ta inwestycja powinna się zakończyć.

To wszystko jest robione oczywiście z myślą o pacjentach. Misją szpitala jest udzielanie świadczeń zdrowotnych na możliwie najwyższym poziomie. Dlatego w tej kwocie uwzględniono też m.in. zakup nowych aparatów rentgenowskich, zakup nowego tomografu komputerowego i bardzo byśmy chcieli kupić rezonans magnetyczny, ale to jest wydatek rzędu kolejnych 4-5 mln złotych. Wiem, że marszałek województwa, czyli organ prowadzący szpital, szuka możliwości sfinansowania tego zakupu. Ja również od paru lat składam do budżetu państwa poprawkę polegające na uwzględnieniu dofinansowania kupna rezonansu dla kołobrzeskiego szpitala, ale oczywiście nie spotyka się to z poparciem posłów partii rządzącej i te moje poprawki są odrzucane. W tym roku również taką oprawkę zgłoszę i będę prosił posła Czesława Hoca o pomoc. Może on przekona swoich partyjnych kolegów, że przekazanie pieniędzy na zakup rezonansu dla naszego szpitala jest potrzebne. Na to bardzo liczę.

Jak ważne dla polskiego parlamentaryzmu jest utrzymanie przez opozycję większości w Senacie?
Jest to taki punkt, dzięki któremu możemy jeszcze myśleć, że jest szansa w Polsce na normalny parlamentaryzm. Senat, w którym większość senatorów jest po stronie opozycji, przynajmniej w sposób czasowy może hamować dyktatorskie zapędy rządu PiS-u i niektóre ustawy pisowskie. Tu można w bardzo dokładny sposób analizować wszystkie dokumenty, które wychodzą z Sejmu. A z Sejmu wychodzą ustawy, które są w ciągu parunastu godzin przygotowane i przegłosowywane przez większość sejmową. Senat ma teraz tę możliwość, by je jeszcze raz przeanalizować i wprowadzać poprawki, które i tak trafiają z powrotem do Sejmu i większością sejmową będą odrzucane. Ale jest przynajmniej jakaś refleksja. Do tej pory było tak, że Sejm i Senat był w rękach większości rządzącej i te ustawy przechodziły w paręnaście godzin. Senat już czekał w blokach startowych aż przegłosuje to PiS w Sejmie i w ciągu następnych kilku godzin Senat przyjmował je bez poprawek, a pan prezydent miał już gotowe pióro, żeby je podpisać. Do tej pory było to procedowane w sposób skandaliczny. To ośmieszało nasz parlamentaryzm. Dziś jest przynajmniej namiastka tego, że można rozmawiać w Senacie na tematy trudne. Wcześniej był to Senat niemy.

Jakie są nastroje w Platformie Obywatelskiej? 25 stycznia (rozmawiamy 19 stycznia – dop. red.) odbędą się wybory przewodniczącego partii. Jest aż pięcioro kandydatów. Z doniesień medialnych wynika, że te nastroje nie są najlepsze, że trwa walka o schedę po Grzegorzu Schetynie. A zbliżają się przecież wybory prezydenta RP…
Nasze wewnętrzne wybory są dobrym czasem ponieważ mobilizują członków Platformy, ale też jej sympatyków i obserwatorów do większej aktywności. Zastój w naszej partii był spowodowany ciągłym byciem w opozycji i niemożliwością zmiany. Natomiast osoby, które są kandydatami na przewodniczącego, są osobami doświadczonymi i w partii, i w polityce, i w samorządach. To są osoby, które ze sobą nie walczą, a konkurują. Jestem przekonany, że ta konkurencja spowoduje jeszcze większą konsolidację Platformy.
Chcemy przeprowadzić wybory szybko i sprawnie po to, żeby przystąpić do kampanii wyborczej pani Małgorzaty Kidawy – Błońskiej, która czeka aż będziemy mogli zająć się wyborami prezydenta RP. To i tak nastąpi dopiero w momencie, kiedy pan prezydent ogłosi termin wyborów, bo dziś jeszcze tego terminu nie znamy.
To dobry okres. Oceny i sondaże, które są podawane pokazują, że Koalicja Obywatelska, a w niej Platforma jest największą partią opozycyjną, że ma największe znaczenie po tej stronie sceny politycznej. Myślę, że kampania prezydencka jeszcze bardziej pokaże naszą moc i siłę i mam nadzieję, że nasza kandydatka będzie sobie w niej świetnie radziła i zwycięży.

Sam Tomasz Siemoniak, który jest jedną z tych pięciu osób kandydujących na stanowisko przewodniczącego PO, mówił w Polskim Radio, że Platforma się dziś “się rozleci”, jeżeli jej przewodniczący “nie będzie miał misji jedności i jednoczenia”. A jakie pan ma nowe oczekiwania wobec przyszłego przewodniczącego PO?
Trzeba znowu trochę takiego ducha wpompować w członków Platformy. Zrobić coś takiego, co znakomicie potrafił robić charyzmatyczny przywódca, jakim bez wątpienia był Donald Tusk. Porywał on swoją osobowością, swoimi wystąpieniami wszystkich członków Platformy i jej sympatyków. Chciałoby się, aby ten nowy przewodniczący pokazywał to samo i jednoczył ludzi.
My w parlamencie i w samej Platformie jesteśmy bardzo zmobilizowani i ściśle ze sobą współpracujemy. Nie ma podziałów. Jednak walka o przywództwo wiąże się z różnego rodzaju klimatami, czasami nie najlepszymi. Nie widzę jednak żeby między kandydatami były jakieś negatywne emocje, złość czy zawiść. Wręcz przeciwnie. To prawda, że teraz pracują na siebie, ale jednocześnie pracują też na sukces Platformy. I nie tylko my, członkowie Platformy, oczekujemy tego sukcesu, ale oczekują go też nasi sympatycy, czy szerzej osoby, które obserwują polską scenę polityczną i drżą przed tym, co może się wydarzyć. To, co się dzieje teraz na terenie naszego kraju i w Parlamencie Europejskim, te kłótnie naszych parlamentarzystów, którzy kompromitują nas jako naród, jako Polaków, to nie jest dobrze widziane przez innych członków Unii Europejskiej. A chcielibyśmy być takim krajem, tak jak było to kiedyś, który jest chwalony, stawiany za przykład dobrych zmian i dobrej współpracy z Unią Europejską.

Zaledwie kilka tygodni temu świętowaliśmy Nowy Rok. Jak ocenia pan nasze miasto u progu 2020 roku i co będzie stanowiło dla miasta największe wyzwanie?
Kołobrzeg jest miastem, który się pięknie rozwija i jest to zasługa przede wszystkim mieszkańców i ich pracowitości, ale też dobrej ciągłości władzy samorządowej i pracy na rzecz miasta. Kołobrzeg jest miastem, które dziś jest reprezentowane na wszystkich szczeblach parlamentu i samorządu. Słowo Kołobrzeg wywołuje uśmiech na twarzach ludzi, z którymi rozmawiam. To cieszy. Smutne jest tylko, że coraz więcej obowiązków administracji rządowej przerzucanych jest na samorządy w związku z czym te wydatki na przykład na oświatę czy na politykę społeczną, czyli te wszystkie dziedziny, które powinny być głównym zadaniem właśnie administracji rządowej, w coraz większym stopniu obciążają budżet miasta. W związku z tym jest mniej środków na przykład na inwestycje. Mam tylko nadzieję, że następna perspektywa finansowania ze środków unijnych na lata 2020-2027 sprawi, że więcej pieniędzy trafi do Kołobrzegu. Są projekty, które chcielibyśmy kończyć. Taką inwestycją jest na przykład III etap przebudowa promenady do ośrodka Arka. Jest to piękna wizytówka uzdrowiska.

W interesie Kołobrzegu jest dokończenie drogi S6 i rozpoczęcie drogi S11, bo jest to olbrzymia arteria, która powinna być realizowana. I dokończenie tego najtrudniejszego odcinka – połączenie węzła Kołobrzeg Wschód z rondem na Janiskach, rondem Jerzego Patana i rondem Solidarności. To jest logistycznie bardzo trudne zadanie, ale mam nadzieje, że zostanie zrealizowane.

Dziękujemy za rozmowę

Powiązane wpisy

Wieczór z Winem. Wino & Bordeaux vol. 2

Redakcja

Prowadzisz firmę? Urząd Marszałkowski przygotował dodatkowe wsparcie

Redakcja

Hoc bronił ministra zdrowia. „Dziękuję za pana zmęczone oczy”

Redakcja

Zostaw komentarz