27.8 C
Kołobrzeg
15 sierpnia 2020
Także.pl

Demos i Kratos

Tym dwóm  greckim wyrazom  zawdzięczamy słowo ostatnio odmieniane na wiele sposobów – demokracja.

W starożytnej Grecji demos oznaczało określony teren, coś w rodzaju współczesnej gminy. Inny znaczeniem słowa demos było określenie wolnych obywateli, mężczyzn zamieszkujących demos jako określony teren. Mieli oni  , jako wzorowo wywiązujący się z obowiązków wobec społeczeństwa, polityczne prawo głosu.  W znaczeniu współczesnym, słowo demos, czyli polityczne prawo wyboru, połączone ze słowem kratos, czyli władza, daje to co znamy- władze wybierane w powszechnych wyborach. Wybierane na wszystkich szczeblach zarządzania- od gminy do władz centralnych. Cechą współczesnej demokracji jest to, że co jakiś czas jest ona poddawana weryfikacji poprzez wybory. I tak jest z reguły w krajach o długiej tradycji wyborów, jak  Wielka Brytania, Francja, USA.  W Polsce , doświadczonej przez lata komunistycznego dobrodziejstwa, demokracji ciągle się uczymy.  W systemach demokratycznych normą  jest wyrażanie swojej opinii we wszelki sposób, ale nie podważający legalności wybranej w wyborach powszechnych władzy. To jest aksjomatem umowy społecznej, jaką  są wyniki wyborów. Z kolei wybrani w wyborach nie powinni odcinać się od tych, którzy swój głos oddali na kogoś innego. W demokracji kompromis, poza szczególnymi wyjątkami, jest koniecznością. A temu służyć maja dyskusje na salach czy to sejmowych, sejmikowych , czy też gminnych.  A z tym to już różnie bywa . Czasem wójt, czy też starosta, a i prezydent miasta tego i owego  jest przekonany o swojej nieomylności, i przy pomocy  swoich szabel  forsuje swoje pomysły. Czy to jest najlepsze ? Dla wójta czy też starosty jak najbardziej, ale dla lokalnego demos już  raczej nie. Pozbawia możliwość uwzględnienia racji jak największej grupy osób, których dana sprawa dotyczy. Zabija też inicjatywy, bo po co mam się wysilać, jak i tak z tego nic nie będzie.  A nie o to w tym wszystkim chodzi.

W Polsce , jak wynika z badań sprzed kilku laty, jest niski stopień zaangażowania społecznego.  Najwyższy w Europie jest, a przynajmniej był w okresie badań, w Norwegii. W tym kraju prawie 95 %

społeczeństwa  uczestniczyło w różnego rodzaju działaniach na rzecz wspólnoty. W Polsce wynik wówczas był na poziomie ok. 35%. Duża różnica. Jest nad czym pracować.

Obserwowałem, tak jak i inni rodacy, to co wyrabiała  ostatnio opozycja parlamentarna i pozaparlamentarna. To, że nie zgadzają się z planami takimi czy innymi, to ich wilcze prawo. Ale blokowanie serca demokracji czy też wzywanie do nieposłuszeństwa służb mundurowych, to już coś zupełnie innego. To już blisko do anarchii. Aż strach pomyśleć, co może być dalej. Ale jest też i inny aspekt w tej materii -akceptacja dla wyniku wyborczego. Mam wrażenie, że z tym jest problem. Przyzwyczajenie do zajmowanego stołka jest na tyle silne, że  jego utrata tak boli, iż wyzwala złe emocje. A jak mówi stare porzekadło, ryba psuje się od głowy. I te złe nawyki schodzą na niższe poziomy, bo skoro tam można, to dlaczego tu nie można. I wykorzystuje się wszelkie powody, te realne i wydumane, do niedobrych dzieł. Niestety, rządzący  czasem popełniają błędy, których można by uniknąć  trochę bardziej poszerzając  wyobraźnię. To jednak nie upoważnia do braku  rozsądkowego postępowania i działania odpowiedzialnej opozycji. Bardzo łatwo przekroczyć linię, od której nie ma już odwrotu. W ubiegłych wiekach po wielokroć tak bywało w naszej Ojczyźnie. Niewielu ogień podpaliło, a wielu on poparzył. Gaśmy go wszyscy, zanim zapłonie .

Ryszard Czepulonis

tekst pochodzi z Miesięcznika Także