18.9 C
Kołobrzeg
3 czerwca 2020
Także.pl

Arłukowicz: o Kołobrzegu usłyszy wiele osób w Europie

26 maja odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Rozmawiamy z Bartoszem Arłukowiczem, byłym Ministrem Zdrowia, lekarzem, posłem, kandydatem Koalicji Europejskiej. 

Przez 4 lata pełnił pan funkcje Ministra Zdrowia, jakie są pana największe sukcesy z tego czasu?

Na pierwszym miejscu muszę wymienić rządowy program in vitro, z którego urodziło się ponad 21,5 tysiąca dzieci. Bardzo ważnym momentem było dla mnie wprowadzenie w życie pakietu onkologicznego. Po kilku latach funkcjonowania, nawet ówcześni najwięksi krytycy tego rozwiązania przyznali, że pakiet onkologiczny działa dobrze i służy pacjentom. Ponadto warto też wspomnieć o takich kwestiach jak wprowadzenie tzw. antykoncepcji awaryjnej dostępnej bez recepty czy wejście w życie standardów okołoporodowych. To wszystko wpisywało się w polepszanie opieki nad dziećmi i kobietami, co zawsze było jednym z moim priorytetów.

W Polsce frekwencja w wyborach do Europarlamentu należy do najniższych w Europie i oscyluje wokół 25 procent. Jak ważne są to wybory dla Polaków?

Wybory w 2019 r., zarówno te do Parlamentu Europejskiego, jak i na jesieni do parlamentu krajowego, są według mnie najważniejszymi wyborami po 1989 r. W tym roku Polacy zdecydują o przyszłości Polski nie na 4, ale na najbliższe 8-12 lat. Zdecydują o pozycji Polski w Europie, o tym czy Polska będzie silnie powiązana z Europą czy zacznie się powolne opuszczanie struktur unijnych. Decyzje, które podejmą Polacy w tym roku, będą miały skutkowały na przyszłość naszych dzieci i wnuków, dlatego zachęcam wszystkich do pójścia na wybory.

O co tak naprawdę toczy się gra? Powtarza pan, że w tych wyborach zdecydujemy o naszej przyszłości i miejscu Polski w Europie na następne lata. Gdzie dziś jest więc pana zdaniem Polska, a gdzie powinna być?

Z pewnością Polska powinna być przy głównym stole rozmów, przy którym zapadają kluczowe decyzje dotyczące Unii Europejskiej. Nie tylko decyzje finansowe, ale także decyzje dotyczące wspólnej polityki zagranicznej, bezpieczeństwa militarnego czy ochrony zdrowia. Jeszcze do niedawna Polska była jednym z głównych decydentów w Unii Europejskiej, byliśmy dla wielu wzorem. Ostatnie ponad 3 lata pod rządami Prawa i Sprawiedliwości doprowadziły do tego, że skłóciliśmy się praktycznie ze wszystkimi kluczowymi partnerami zagranicznymi.

W pana tzw. Planie Arłukowicza jest sześć punktów i większość z nich dotyczy służby zdrowia. Mówi pan m.in. o powszechnym dostępie do procedur in vitro, europejskim programie onkologicznym czy europejskim programie budowy domów opieki dla seniorów. Jak miałoby się to przełożyć na krajową sytuację, poprawić ją i czy w ślad za tym pójdą też pieniądze na realizację tych zamierzeń?

To oczywiste, że wszystkie z zaproponowanych przeze mnie rozwiązań będą wymagały nakładów finansowych. Dlatego moją rolą będzie przekonanie partnerów w Europie, że warto postawić na kompleksową opiekę onkologiczną czy na stworzenie programu całościowego systemu opieki nad seniorami. Unia Europejska musi wyznaczyć sobie priorytety, które następnie zostaną sfinansowane w ramach środków unijnych. Wszystkie propozycje, które zaprezentowałem w „Planie Arłukowicza” uważam za priorytetowe i niezwykle ważne dla ogółu społeczeństw Unii Europejskiej.

Jednym z tych „niemedycznych” punktów jest utworzenie Zachodniopomorsko-Lubuskiego Klubu Współpracy Gospodarczej. Widzi się pan w roli rzecznika naszych przedsiębiorców w Brukseli?

Zapowiedziałem na konferencji prasowej, kiedy ogłaszałem „Plan Arłukowicza”, że chcę być ambasadorem wszystkich przedsiębiorców, także tych małych i średnich. Często jest tak, że nasi rodzimi przedsiębiorcy nie mogą przebić się ze swoimi postulatami na arenie europejskiej. Dlatego planuję organizować średnio co 2 miesiące spotkania, na których każdy zainteresowany przedsiębiorca będzie mógł się zgłosić ze swoim problemem, zaproponować nowe rozwiązania lub modyfikacje już istniejących. Województwa zachodniopomorskie i lubuskie dzięki swojemu położeniu geograficznemu powinny być wiodącymi ośrodkami jeśli chodzi o współpracę np. polsko – niemiecką.

Powiedział pan ostatnio, że w tej kampanii do Europarlamentu razem z współpracownikami przejechaliście tysiące kilometrów i przeprowadziliśmy tysiące rozmów. Czego dotyczyły te rozmowy z mieszkańcami okręgu nr 13 (woj. zachodniopomorskie i lubuskie) z którego pan startuje?

Tych tematów nie sposób tutaj wymienić. Ogromna część ze spotkanych osób wyrażała poparcie dla Koalicji Europejskiej. Duża część osób mówiła, że odliczają czas do końca rządów Prawa i Sprawiedliwości, ale jednocześnie zdają sobie sprawę z tego, że trzeba pójść gremialnie na wybory. Jeśli chodzi o tematy codzienne, to oczywiście na pierwszym miejscu były tematy zdrowotne i te związane z pracą. Dlatego też w „Planie Arłukowicza” większość miejsca poświeciłem opiece zdrowotnej, a także współpracy gospodarczej.

W kampanii wyborczej wsparła pana m.in. Elżbieta Bieńkowska, unijna komisarz. To ważne wsparcie?

Oczywiście. Każde wsparcie jest dla mnie tak samo ważne, niezależnie czy popiera mnie ważny polityk czy osoba przypadkowo spotkana na ulicy.

To na koniec, proszę powiedzieć jak konkretnie Kołobrzeg i nasz region może skorzystać na pana obecności w Europarlamencie?

Mogę zapewnić, że o Kołobrzegu usłyszy wiele osób w Europie. Mam nadzieję, że dzięki takiej promocji Kołobrzeg jeszcze prężniej będzie się rozwijał jako idealne miejsce na spędzanie urlopów i wolnego czasu. Jeśli chodzi np. o lokalnych przedsiębiorców, to także ich zapraszam do współpracy w ramach klubu współpracy gospodarczej.